Czy Polacy znają się na winie?

.
Czy Polacy znają się na winie? Jak to jest z nami? Bardzo często, od różnych osób słyszę: „wiesz ja to się w ogóle na winie nie znam”!… – Czy rzeczywiście w kraju nad Wisłą nie mamy pojęcia o winie? Czy Polacy są winnymi ignorantami? Wiele osób, z tak zwanej branży, skłonnych jest właśnie tak uważać. Czy naprawdę jest z nami aż tak źle, jak mówimy?…

Niedawno byłem przypadkowym świadkiem takiej scenki:

Pod sklepem stoi Gościu i wykonuje „hejnał”, znaczy, pociąga wino z gwinta, znaczy, konsumuje bezpośrednio z butelki. Podchodzi Kumpel.

– Masz, napij się! – Gościu przyjaźnie wyciąga rękę z butelką w kierunku Kumpla.

– Najpierw poniucham.

– Masz, pij – ponawia (trochę bardziej nerwowo) propozycję.

– Najpierw poniucham… – upiera się Kumpel.

– No to bierz.

Kumpel bierze i delikatnie nadstawia nos u wylotu szyjki, wciąga powietrze:

– Landrynka! – stwierdza po namyśle i wychyla spory łyk landrynki.

Polacy znają się na winie!

Nie dajmy się zwieść malkontentom. Jeśli przeciętny Francuz zarabia ok. 2000 euro, a kupuje wino za 3-5 euro, to my powinniśmy  płacić, analogicznie przeliczając –  5 zł za butelkę!!!, a tu to samo wino w Polsce kosztuje nawet 50 zł… Ciekawe jak często Francuz kupuje sobie wino za 50 euro? I to, powiedzmy szczerze – takie sobie wino.

Po pierwsze – cena. Po drugie – tradycja. My dopiero uczymy się wina. Przykład Kumpla, jak z filmu Barei, a jednak jest prawdziwy. Dopiero uczymy się, ale uczymy się szybko. Gdyby tylko było więcej możliwości…

Znamy się na winie bardzo dobrze. Na degustacjach często pytam uczestników, kto jest w stanie stwierdzić, czy dane wino mu smakuje, czy nie? Zwykle wszyscy przyznają się do tego, że potrafią ocenić wino dla własnej konsumpcji. A o cóż innego chodzi?!… Że za kwaśne?… Za cierpkie?… Odrobinę edukacji i mieszamy kieliszkami, doszukujemy się znanych zapachów, smaków…

Nie popadajmy więc w kompleksy. Znamy się na winie i potrafimy na wino przeznaczyć zdecydowanie więcej funduszy* niż na przykład tacy Francuzi!

 

* proporcjonalnie do dochodów

 

 

3 komentarze
  1. Niestety, niestety. Prawda jest taka:
    Wchodzę do „lepszego” sklepu z winami i pytam o Porto dojrzewające 10 lat w beczce. Pani sprzedawczyni na mnie patrzy z wytrzeszczonymi oczami i mówi, że ma Porto, ale jakie, to nie wie. Sprawdza. Ma Ruby, ma Tawny (wymawia nazwę tak jak się pisze po polsku), ale czy dojrzewało w beczce, nie może powiedzieć. Mówi, że sprawdzi na odwrocie butelki, czy „coś pisze”. Odpowiadam, że nie musi sprawdzać, że widzę po formie butelki i etykiecie, że na pewno nie dojrzewało żadne 10 lat. Pani mówi: „No wie Pan, ja to się w ogóle nie…” – przerwała. -„No ja nie mam zielonego..” – nie dokończyła. Podziękowałem i wyszedłem ze sklepu.

  2. Niestety nie jest tak dobrze 🙁 większość Polaków nadal pyta o wino czerwone słodkie 🙁 Żadna szanująca się winnica na świecie nie zrobi takiego wina :-(. Jeszcze kilka lat upłynie zanim polskie społeczeństwo nauczy się picia i świadomej degustacji win jakościowych. tylko polskim turystom serwuje się słodkie wina czerwone w Egerze. Chwała odradzającym się polskim winnicom i winiarzom, którzy wkładają swoje serce w promocje, uświadamianie i edukację enologiczną. Może za kilka lat 😉

    1. A co w tym złego , że lubią wina inne od wytrawnych. Generalnie wino słodkie czy półsłodkie ciężko jest zrobić szczególnie w naszych warunkach klimatycznych bo jeśli nie można dodać cukru to chcąc mieć odpowiednią moc wina ciężko to pogodzić. Tak więc oczywiście jeśli nie można robić słodkich to trzeba lobbować za wytrawnymi. Kompletnie nie rozumiem dlaczego wytrawne mają być zawsze lepsze od półsłodkich? Bo tak ktoś powiedział, komu zależy szczególnie na ich sprzedaży i nie ważne, że bardziej Ci smakuje półsłodkie masz mówić, że jest odwrotnie… I w ogóle to masz nosić niebieskie spodnie chociaż podobają Ci się czarne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Scroll Up